Nad ranem zbudziły nas odgłosy łamiących się drzew. Miałem nadzieje że rano przestanie padać śnieg i powoli wszystko wróci do normy.
Piątkowy poranek odsłonił obraz jak po bitwie.
Nasza taborowa jabłoń leżała na ziemi
a w czasie śniadania złamało się drzewo i upadło na umywalnie
Wejście od strony Trzcińska zostało zawalone konarami i sniegiem
Cały Tabor tonął w śniegu.
Samochód ustawiłem tak aby padające drzewa nie uszkodziły go, ale gwarancji żadnej nie było
Nad podestami połamały się okazałe dęby, a na parkingu zalegały czuby drzew
Po solidnym śniadaniu zabraliśmy się do pracy.
Julia która właśnie zgłosiła się do pracy na Taborze przeszła prawdziwy chrzest bojowy
Agnieszka przed pracą niwelowała różnice rozmiarowe obuwia
w czasie pracy stwierdziła ” pier…. lić Hiszpanie , jednak zostanę drwalem “
Wyprawa do Karpnik trwała 1,5 godziny.

W Sobotę rano zaczęła się odwilż. Usunęliśmy wszystkie przeszkody droga jest przejezdna .
Wszystko działa bez problemów i o dziwo obeszło się bez większych szkód.
Do końca października na Taborze będzie Agnieszka i serdecznie zaprasza do super klimatycznego miejsca.
Tak więc do zobaczenia w Sokolikach ![]()

psia kość! to sie porobiło!!! piły do boju siekiery w dłoń!!!